Imię i nazwisko (login):Przemek Żmuda
o czym jest mój blog?
W swoim blogu chcę pokazać, że sport może być sposobem na życie. Dzięki niemu możemy nawiązywać ciekawe znajomości, brać udział w ciekawych wydarzeniach czy wreszcie czerpać z niego przyjemność. Zachęcam do komentowania, dzielenia się spostrzeżeniami. Pierwsze teksty niedługo.
Data wpisu: 30-04-2011 16:51:54
Już w najbliższy wtorek, 3 maja, na stadionie bydgoskiego Zawiszy zostanie rozegrany drugi rok z rzędu finał piłkarskiego Pucharu Polski. W tym roku o puchar i przepustkę do fazy kwalifikacyjnej Ligi Europejskiej powalczą Lech Poznań i Legia Warszawa. Dla obu zespołów wtorkowa konfrontacja to jedna z ostatnich szans na uratowanie kończącego się już sezonu. Obie drużyny w Ekstraklasie spisują się poniżej oczekiwań. "Kolejorz", nasz jedynak w europejskich pucharach, na 7 kolejek przed końcem sezonu zajmuje 5. lokatę i traci 11 punktów do lidera z Krakowa. Natomiast warszawska Legia plasuje się w tabeli dwie pozycje niżej i niewiele wskazuje na to, aby wyniki zespołu uległy poprawie.
Droga do bydgoskiego finału:
Zarówno Lech Poznań, jak i Legia Warszawa rozpoczęły swoje zmagania w 1/16 finału. Zmierzyły się odpowiednio z GKS-em Tychy i szczecińską Pogonią. Do awansu do kolejnej fazy rozgrywek wystarczyła tylko jedna bramka. W 1/8 finału Lech bez większych problemów uporał się z Cracovią, wygrywając 1:4 na wyjeździe. Bohaterem przyjezdnych okazał się Artjoms Rudnevs, zdobywca dwóch goli. Łotysz od początku sezonu imponuje swoją formą, zachowuje zimną krew pod bramką rywali. O jego umiejętnościach przekonali się między innymi bramkarze Juventusu, Bragi, Widzewa Łódź, Legii Warszawa i nie tylko. W tym samym czasie warszawa Legia męczyła się ze Śląskiem Wrocław. Udało się! Dwa gole Sebastiana Szałachowskiego przy jednej straconej bramce ( Waldemar Sobota) i awans zapewniony.
Prawdziwe schody miały rozpocząć się właśnie teraz. Ćwierćfinały rozgrywane systemem mecz - rewanż. Oba zespoły delikatnie mówiąc w nie najlepszej dyspozycji. Lech Poznań w losowaniu trafił na inny warszawski zespół, Polonię. Natomiast Legia Warszawa o półfinał walczyła z Ruchem Chorzów. Tym razem trudniejszą przeprawę mieli poznaniacy. Niewiele brakowało, a mistrz Polski pożegnałby się z rozgrywkami już teraz. Nie tym razem! Porażka 1:0 w Poznaniu, a w rewanżu wygrana 1:2. O korzystnym rozstrzygnięciu zdecydowały bramki strzelone na wyjeździe. Bramka zdobyta na obcym stadionie miała niebagatelne znaczenie również w rywalizacji Ruchu z Legią. W Chorzowie padł remis 1:1. Wynik ten w lepszej sytuacji stawiał Legię. Legionistom jednak nie wystarczyła gra na 0:0. Dwie bramki Ivicy Vrdoljaka przypieczętowały awans.
Na drodze do finału została tylko jedna przeszkoda. Lechowi Poznań w ratowaniu sezonu miała przeszkodzić rewelacja z Bielska - Białej. Podbeskidzie, bo o nim mowa, w pokonanym polu zostawiła między innymi GKS Bełchatów, Piasta Gliwice czy wreszcie krakowską Wisłę! Zapowiadał się emocjonujący dwumecz. Przepowiednie kibiców się sprawdziły. Zaczęło się od 1:1 w Poznaniu. Gole Bartosza Ślusarskiego i Adama Cieślińskiego w końcówce spotkania były jedynie zwiastunem jeszcze większych emocji w rewanżu. Po raz kolejny kibice się nie zawiedli. 2:0 w 58 minucie dla Podbeskidzia - ten wynik nie gwarantował jeszcze awansu. Należy bowiem grać do samego końca. Wiedzieli o tym w szczególności Semir Stillić, Jacek Kiełb oraz Artjoms Rudnevs. Gol Bośniaka, dwa gole Łotysza i asysta polskiego skrzydłowego rozstrzygnęły sprawę awansu. Rezerwowi wzięli w swoje nogi odpowiedzialność za wynik i być może trenera gości, Jose Marii Bakero.
20 kwietnia "Kolejorz" poznał swojego finałowego rywala (dzień po swoim rewanżu). Została nim wspomniana warszawska Legia. Wyeliminowała jedną z ligowych rewelacji, Lechię Gdańsk, wygrywając 1:0 w stolicy Pomorza i 4:0 na własnym obiekcie przy nieco ponad 16 tysiącach widzów.
Szykuje się emocjonujące widowisko. Która z drużyn uratuje sezon i wywalczy przepustkę do europejskich pucharów? Którzy kibice będą w dobrym nastroju wyjeżdżać z Bydgoszczy? Odpowiedź na te i inne pytania już we wtorek, 3 maja.
Warto przypomnieć, że w ubiegłym roku Puchar Polski wywalczyła Jagiellonia Białystok. Na stadionie bydgoskiego Zawiszy pokonała Pogoń Szczecin 1:0. Jedyną bramkę strzelił Andrius Skerla, reprezentant Litwy.
W Bydgoszczy było super mimo incydentów pozasportowych.
Data wpisu: 16-04-2011 23:57:55
Są takie miejsca, które powinien zobaczyć każdy choć raz w życiu. Taką „Mekką” dla kibiców sportowych bez wątpienia jest Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie. Od listopada 2006 roku działa przy Polskim Komitecie Olimpijskim (ul. Wybrzeże Gdyńskie 4). Warto w tym miejscu dodać, że samo muzeum powstało w 1952 roku i mieściło się przy ul. Rozbrat. Czternaście lat później zmieniło swój adres, na ul Wawelską.
Pierwszy raz odwiedziłem to niezwykłe miejsce podczas niedawnego 6. Półmaratonu Warszawskiego. Wizyta w muzeum była jedną z atrakcji czekających na uczestników biegu po ulicach Warszawy.
Muzeum Sportu i Turystyki dzięki bogactwu eksponatów, wykorzystaniu multimediów oraz materiałów archiwalnych znakomicie łączy historię ze współczesnością. Dokonuje tego z niesamowitą lekkością, bez zanudzania zwiedzających. To tutaj możemy posłuchać fascynujących opowieści o początkach ruchu olimpijskiego, zmaganiach pierwszych olimpijczyków, lecz nie tylko. Także najmłodsi, osoby interesujące się wyłącznie dokonaniami z ostatnich dekad, epoki Małysza i Kubica wyniosą coś z wizyty. Na szczególną uwagę zasługuje „kącik komentatorski”, przy którym możemy posłuchać historycznych relacji z sukcesów Kusocińskiego, Szewińskiej, orłów Górskiego i nie tylko. Przekonamy się wtedy dobitnie, że każdy może inaczej relacjonować sukcesy polskich sportowców. Innymi słowy, każdy komentator ma swój styl.
W muzealnych zbiorach oprócz materiałów dźwiękowych znajduje się liczna dokumentacja filmowa. Multimedia znakomicie współgrają z innymi eksponatami. A co znajdziemy w muzealnych gablotach. Wachlarz muzealnych zbiorów jest naprawdę szeroki. Od proporczyków, medali poprzez stroje i sprzęt sportowy do dzieł sztuki o tematyce sportowej. Nie musimy się jednak ograniczać. Zdjęcia na tle polskich medali olimpijskich lub robiącej spore wrażenie kolekcji pochodni olimpijskich – bezcenne, parafrazując jedną z telewizyjnych reklam.
Śledzisz piłkę nożną i skoki narciarskie? A może jesteś fanem wspinaczki wysokogórskiej? Niezależnie od ulubionej dyscypliny każdy znajdzie coś dla siebie.
Jeśli chodzi o mnie, moją uwagę najbardziej przykuły eksponaty typowo piłkarskie, dokonania sportowe z okresu międzywojennego, wojennego oraz wspomniany wcześniej „kącik komentatorski” (polecam wszystkim dziennikarzom). Niemniej jednak uważam, że wszystkie ekspozycje zasługują na naszą refleksję, zatrzymanie się przy nich. Z pewnością jeszcze nieraz zawitam do Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie.
Zachęcam do dzielenia się swoimi wrażeniami i obejrzenia małej galerii fotograficznej. Może macie własne wspomnienia? Pozdrawiam!
Dla głodnych wiedzy: http://www.muzeumsportu.waw.pl/








Skomentuj Komentarze: 1