Podaj e-mail aby dodać się do newslettera


Skok na głęboką wodę

Mistrzostwa Świata Juniorów w lekkiej atletyce 2008

Plakaty, informacje w gazetach, telewizji, ulotki rozdawane na ulicach. Tego nie dało się nie zauważyć. Kilka miesięcy przed międzynarodową imprezą, ruszyła akcja promocyjna i ogłoszenie o naborze wolontariuszy. Dlaczego nie? – pomyślałam.

 

Przyjadą  ludzie z całego świata, może moja znajomość hiszpańskiego na coś się przyda? Wysyłam zgłoszenie, nakłaniam koleżankę. Pierwszy wolontariat sportowy, i od razu skok na głęboką wodę! Przecież to mistrzostwa świata!  Na kilka miesięcy przed rozpoczęciem Mistrzostw Świata Juniorów w Lekkiej Atletyce, pierwsze spotkanie, i przydzielenie zadań. Lekki stres, nie wiadomo czego się spodziewać, ponieważ nie posiadam żadnego doświadczenia w wolontariacie. Czekam. Zostałam opiekunem grupy z Argentyny. A więc jednak, hiszpański! 

Już niedługo przyjadą, powtórka słownictwa sportowego, odbiór sprzętu, identyfikatora, informacje o grupie z Argentyny, trochę ich mało – pierwsza myśl. Tylko cztery osoby w tym dwóch trenerów, chłopak trenuje rzut młotem a dziewczyna biega. No, fajnie.  Stres, czekanie na telefon od kierownika wolontariatu na temat godziny przelotu. Telefon po północy, że jutro po południu przyjadą i mam być na Zawiszy i stamtąd na lotnisko zabierze nas autokar. Jestem, po drodze spotykam kilkanaście osób w krótkich granatowych spodenkach i błękitnych koszulkach, wiadomo „to nasi”, nie znamy się, ale uśmiech i „cześć” są odruchami bezwarunkowymi w tym momencie!. Dostaje tabliczkę z napisem ARGENTYNA i czekam aż wyjdą. Wraz ze mną są wolontariusze, którzy przybyli po swoje ekipy, wolontariusze od transportu, logistyki.. Z odprawy wychodzą Panamczycy, Haitańczycy „moich” na razie ani śladu. Czekam, wychylam się aby zobaczyć kto będzie następny, niestety drzwi zamknięte nic nie widać. Wychodzi grupa z innego kraju, drzwi  się otwierają i nagle ktoś zza drzwi zaczyna kiwać, mężczyzna, ciemne kręcone włosy, ciemna karnacja. To do mnie? Wskazuję palcem na siebie, a on się uśmiecha pokazuje kciuk do góry i pokazuje koszulkę ze skrótem ARG !! Drzwi się zamykają i znika mi z oczu. Myślę aaaaa to moi, fajny uśmiechnięty mężczyzna. Nagle zostaję zawołana i gdzieś biegnę, bo trener z jakiegoś hiszpańskojęzycznego kraju nie rozumie dobrze po angielsku, niestety jego wolontariusz nie umie po hiszpańsku, a trener się denerwuje, że autokar jeszcze po niego nie przyjechał.. A za mną biegną zdezorientowani Argentyńczycy, nie zauważyłam, że już wyszli, jest śmiesznie. Po wyjaśnieniu wszystkiego, wsiadamy do autokaru, który ma nas zawieść do ich hotelu, na nieszczęście jest to hotel na granicy miasta, daleko.

Podczas pierwszej rozmowy okazuje się, że nie wzięli ze sobą telefonów komórkowych, trochę to utrudniało kontakt, ale jakoś poszło. Po rozlokowaniu w hotelach, powiedzieli mi, że  jutro o 9 mam się zjawić tam z powrotem. A teraz jest godzina 23.14.. jak mam wrócić do domu? Zaraz ostatni autobus mi odjedzie a ja jestem hen, hen.. Widzę obok Straż Miejską , pytam czy mogą mnie zawieść, niestety muszą „chronić” zawodników. Hmmm co teraz? Pojawia się „Mistrzowski” samochód osobowy z  „zagubionymi niedobitkami” , i wolontariuszowskimi kierowcami :D Szczęście! Pytam się, zawieziecie mnie na przystanek, bo za 11 min mam autobus, pewnie i tak nie zdążę,  ale za godzinę będę miała następny . Z hotelu byłooo dalekooo. A oni „jasne, znamy skrót, a jak nie zdążysz, to będziemy gonili autobus!” , to się nazywa solidarność!!  Ale dzięki nim, nie było takiej konieczności, udało się. Rano specjalny autokar do hotelu, śniadanie z drużyną a potem pokazanie stadionu. Zdziwili się widząc błękitny tartan. Potem do akredytacji, pokazanie strojów, uzupełnianie dokumentów. Postanowili zwiedzić miasto , byli trochę zmęczeni po zmianie czasu ale wytrwali. Spacer po starówce, a po drodze dziennikarz proszący o wywiad z „egzotycznym krajem”. Nie dało się nie zauważyć wolontariusza w charakterystycznym ubraniu i ekipy chodzącej w dresach z narodowymi barwami i identyfikatorami. Moi zawodnicy w kolejnych dniach trenują. Już za kilka dni oficjalne otwarcie! A my próby do 23, noszenie tabliczek z nazwami kraju, wchodzenie na stadion kilka razy,  aby otwarcie wypadło jak najlepiej, a obok nas Agustin Egurrola , daje ostatnie wskazówki swoim tancerzom, dla których przygotował choreografię taneczną na otwarcie. W takich momentach adrenalina skacze w górę, a gdy jeszcze myśli się o silnym wietrze, który może  wyrwać nam tabliczkę z ręki, o tym aby się nie potknąć i nie przewrócić gdy na całym świecie ludzie oglądają transmisję na żywo, aby nie iść za szybko lub za wolno,  to wtedy jeszcze wzmaga się koncentracja. Na szczęście wszystko poszło na medal!

Kolejne dni mijają, najcieplejszy lipiec w pełni, gorąco, a ja wraz z innymi biegam po stadionie po kilkanaście razy z góry na dół, załatwiając różne sprawy dla drużyny, szukając innych wolontariuszy. I myślę : „ale fajnie”. Przychodzi czas, w którym moi zawodnicy startują, niestety nie zdobyli żadnego medalu, ale i tak są zadowoleni. Kolejne dni mijają na zwiedzaniu okolicy. Wspólne obiady z drużyną, rozmowy, wyjścia na miasto. Im bliżej końca, tym więcej spraw, jeden trener musi wcześniej wyjechać, trzeba mu załatwić transport do Gdańska. W biurze transportu „młyn” kompletny, telefony się urywają, a Ty musisz koniecznie załatwić ten samochód na jutro, na 7 rano, po kilku godzinach mówią „zadzwonimy do Ciebie, ale transport będzie”. Mówię Guillermo, trenerowi, masz transport. Udało się. O 24, telefon od wolontariusza potwierdzenie transportu i pytanie, czy jadę razem z nim, stety bądź niestety, nie, bo „moi” jeszcze zostali. Godzina 7.10 rano, telefon z hotelu od Guillermo, że samochodu nie ma.. Znowu dzwonię, nikt nie odbiera.. Po kilku minutach dzwonię do hotelu, a pani mi odpowiada , że właśnie odjechali. Uffff..  Następne dni minęły bez stresu. Nadszedł ostatni dzień i bankiet pożegnalny, w którym oprócz ekip i wolontariuszy brali udział także osobistości, takie jak prezydent miasta czy Irena Szewińska. Wszyscy się dobrze bawili, lecz na następny dzień większość drużyn miała samoloty powrotne w godzinach rannych, więc już można sobie było wyobrazić całe zamieszanie. W nocy miała miejsce największa ulewa jaką pamiętam, na moje nieszczęście nie miałam kurtki przeciwdeszczowej, ponieważ Gwatemala chciała się ze mną zamienić na kurtki, więc zostałam w przemakalnym okryciu i wszyscy mnie brali za reprezentantkę tego kraju. Okazało się, że o 3 rano musimy być w hotelu po nasze ekipy, więc nie wracaliśmy na noc do domu tylko „nocowaliśmy” na stadionie, mieliśmy tam specjalny pokój, z ciepłymi napojami, jedzeniem. Przez te kilka godzin niestety nie zdążyłam wyschnąć i musiałam się przebrać w „cokolwiek” suchego, czyli krótkie spodenki.. O 3 rano przyjechał autobus, który rozwoził nas po hotelach i razem z drużynami ruszyliśmy na lotnisko. Tam pożegnania, podziękowania i pamiątkowa koszulka reprezentacji Argentyny ;D , a następnie powrót piechotą, o 4 rano, w nie do końca suchym ubraniu.

Mistrzostwa były moją pierwszą przygodą z wolontariatem sportowym. Biorąc udział w takich przedsięwzięciach można poczuć, że między innymi dzięki TOBIE ta impreza sprawnie funkcjonuje! Jest się częścią „ogromnego mechanizmu”, który działa dzięki zaangażowaniu dziesiątek bądź czasami setek ludzi. Poznaje się kilkadziesiąt nowych osób, sprawdza się w nowych, często stresowych, sytuacjach. Jednym zdaniem, jest to niezapomniane przeżycie.

Załączniki i galeria:

Nasze projekty:

Wspieramy:

Europejski Rok Wolontariatu 2011

Partnerzy fundacji:

Havas

Partner technologiczny:

e-conceptsport