Wolontariat z innej beczki
Jak wygląda wolontariat sportowy?
Pewnie nikt nie chciałby chodzić w szarych dresach i koszulkach polo na co dzień, ale jeśli chcesz być wolontariuszem sportowym, musisz się z tym liczyć. Strój to jedyny „minus” takiego sposobu spędzania wolnego czasu.
Pierwszy raz koszulkę wolontariusza założyłam w Klagenfurcie podczas Euro 2008. Z grupą ok. 60 osób w różnym wieku z Chorwacji, Włoch, Niemiec, Polski a nawet Izraela stanowiliśmy drużynę gotową do pomocy przy parkingach i stadionie, a także w mieście. Dla nikogo nie były to 2 tygodnie pracy, ale przyjemności, i przede wszystkim dobrej zabawy. A kibice, cieszący się złą sławą, okazują wielką radość spotykając wolontariusza mówiącego w ich języku.
Z kolei kilka dni w Zakopanem i sprawowanie pieczy nad łyżwiarzem z Mongolii podczas Mistrzostw Świata Juniorów w Łyżwiarstwie Szybkim to głównie nauka komunikacji w stylu włoskim, za pomocą gestów. Gambat Munkh Amidral oraz jego trener poza kilkoma słowami po rosyjsku mówili wyłącznie po mongolsku. Amidral był najsympatyczniejszym zawodnikiem. Na 3 starty 2 razy został zdyskwalifikowany, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Za gorący doping Gambata dostałam na pamiątkę prawdziwą mongolską czapkę (z jakiegoś zwierzęcia).
Liczba imprez sportowych daje możliwość wyboru wolontariatu z dużego zakresu zainteresowań. Nie tylko za granicą, ale również w kraju. Żeby dostać się w krąg osób najbliżej związanych z organizacją Eurobasketu (mopowy, magazynier wody i ręczników, team leader, kierowca) wystarczyło przejść rozmowę kwalifikacyjną po polsku i angielsku oraz odbyć kilka szkoleń. Po raz kolejny opiekowałam się sportowcami – reprezentacją Turcji, a w zasadzie całym sztabem.
Jak się okazało, nie można przygotować się do wszystkiego, ale pamiętając o 2 podstawowych zasadach wolontariusza: permanentny uśmiech i kierowanie się znanym sloganem reklamowym: „impossible is nothing” wszystko da się załatwić.
Po kilku godzinach przyzwyczajasz się, że menager nie jest jedyną osobą, która czegoś chce. Wszyscy są ważni: trenerzy, zawodnicy, masażyści. Przeprowadzenie przez centrum handlowe do siłowni 12 wielkoludów ubranych w biało-czerwone dresy Türkiye, zakup 15 bananów 5 minut przed meczem, wykupienie wszystkich napojów energetycznych ze stacji benzynowej o godzinie 22 czy znalezienie pojemnika na lód, w którym zmieści się też… zawodnik, to tylko niektóre z zadań (podstawy wygrania meczu).
Nie należy się zrażać. Wolontariat to przede wszystkim dobra zabawa. Koszykarze to najmilsze 2-metrowe dzieci (bo tak są traktowani). Zżywasz się ze sztabem, w końcu spędzasz z nim 24 godziny na dobę. Wspólne posiłki z drużyną, braćmi Lavrinovičami czy Gortatem przestają dziwić. Mimo że na początku nie jesteś w ich polu widzenia, stopniowo zwracają na Ciebie uwagę. Czasem w dziwny sposób – np. moje imię wymawiali w przeróżny sposób i sprawdzali, kiedy zareaguję.
Wysiłek zostanie wynagrodzony. W końcu niecodziennie gwiazdy NBA jak Hido, Krstić, Gasol zaproszą Cię do wspólnego świętowania zwycięstw. Poznasz prezesów, dziennikarzy, fotografów, a koszykarze okażą się normalnymi ludźmi – tylko trochę większymi.
Najbliższa wielka impreza to Euro 2012, ale warto szukać wszystkich okazji.








Skomentuj Komentarzy: 0