Mój wolontariat
Wspomnienie pierwszego wolontariatu
Na początku lipca mija rok od początków mojej „kariery” w wolontariacie sportowym. Wszystko zaczęło się niewinnie, od braku sprecyzowanego planu na wakacje. Po zakończeniu studiów licencjackich nie wiedziałam za bardzo, co ze sobą zrobić...
Poszukiwałam pracy bez efektów. Pewnego dnia, wracając do domu zauważyłam na przystanku plakat informujący o cyklu zawodów gimnastyki akrobatycznej i poszukiwaniu wolontariuszy. Zapisałam adres www i zaczęło się rozmyślanie.
Próbowałam namówić znajomych, jednakże większość miała na głowie sesje i egzaminy licencjackie, albo wakacyjne plany i nikomu nie chciało się poświęcać czasu. Bardzo chciałam spróbować, ale bałam się zgłosić sama. Nie byłam już nieśmiałą osobą, taką jak przed studiami, ale obawy były. Przecież nikogo znajomego nie miałam! Jednakże spontanicznie wysłałam zgłoszenie. Później rozmowa kwalifikacyjna, którą również miło wspominam, wybranie obszaru, w którym chciałabym pracować. Zaznaczyłam grupy lotnisko i hotele, gdyż były bliskie mojemu wykształceniu i pracy pilota wycieczek.
Pierwsze spotkanie i potwierdzenie faktu, że nikogo nie znam! Autobusem do hali Orbita jechałam z jedną dziewczyną, która też jechała na to samo spotkanie, więc na hali usiadłyśmy obok siebie. Podział zadań, zostałam II team leaderem grupy lotnisko, a Iza, dziewczyna, z którą jechałam autobusem, dziwnym zbiegiem okoliczności była I team leaderem mojej grupy.
Zapoznanie się z halą, planem zawodów. Pierwsze spotkania z grupą. Pierwsza impreza mijała spokojnie, najmniej zawodników, stosunkowo mało liczne reprezentacje, Mogliśmy się oswoić i z lotniskiem, i z zadaniami, które na nas czekały. Oczywiście w wolnych chwilach mogliśmy zaglądać na Orbitę i oglądać zawody, niestety czas pozwolił na obejrzenie zawodów tylko jednego dnia.
Kolejne były Światowe Igrzyska Grup Wiekowych. Podczas tej imprezy na lotnisku działo się o wiele więcej. Głównie, dlatego iż część reprezentacji była bardziej liczna. Przyjechało o wiele więcej zawodników liczne reprezentacje USA, Australii, czy Rosji. No i oczywiście nie obyło się bez zagubionych bagaży, opóźnionych lotów, niespodziewane przyloty. Jednego dnia nagle wyrosła przed nami liczna reprezentacja Rosji (60 osób!), mieli przylecieć o całkiem innej godzinie, niż mieliśmy podane w grafiku. Problemem była reprezentacja Izraela, gdyż jeden z trenerów mówił tylko po rosyjsku, na szczęście tu pomogli rodzice zawodniczek. Jednakże wspólnymi siłami i nie dając się stresowi udało nam się dotrwać do końca imprezy.
Niespodziewane sytuacje i rozwiązywanie problemów tylko pozytywnie nas nakręcały. Znaliśmy już siebie i swoje możliwości, dzięki temu praca szła o wiele sprawniej.
Pespektywa najważniejszej imprezy, jakimi były Mistrzostwa Świata w Gimnastyce Akrobatycznej już mnie w ogóle nie przerażała. Z uśmiechem na twarzy, nawet w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach zaglądałam na halę i pomagałam jak mogłam i gdzie mogłam.
Pozwolę sobie zacytować fragment z jednego maila od koordynatorów: "wolontariat przypominał mi czasy, kiedy jeździło się na kolonie. Pierwsze dni, kiedy widziałem nieznajome twarze, z których ciężko było cokolwiek wyczytać poza niepewnością. Z dnia na dzień te uśmiechające się twarze stawały się coraz bliższe, aż ostatecznie stali się przyjaciółmi, na których można zawsze polegać. Takie przyjaźnie trwają często całe życie!”
I tak właśnie było… im bliżej końca, tym człowiek zdawał sobie sprawę, że kończy się coś wspaniałego, coś co może się już więcej nie powtórzyć. Dlatego, dla mnie ta przygoda trwa dalej i mam nadzieję, że trwać będzie. W głowie zostały wspomnienia, doświadczenie i wiedza o samym sobie.








Skomentuj Komentarzy: 0